12 maja, godz. 9.00 (nie, przepraszam, 9.04 czasu realnego, nie Panci, bo Pancia, która była u nas w komisji uparła się, że zegar pokazuje za wcześnie, nie zwracając uwagi na dzwonek ogłaszający wszem i wobec, że oto możemy odpieczętować matury) spadłabym z krzesła, ale na szczęście mocno złapałam się ławki. Tak, to była matura z historii. Zadania niesamowite... Ale co ja się tu będę o tym rozpisywać, jak i tak wszyscy już to wiecie :P
Na szczęście teraz już od czwartkowego popołudnia mam spokój. Matury 2005 w wykonaniu Dorka zakończone. Uffff... (i oby "Matury 2006 w wykonaniu Dorka" nie nastąpiły!). Matury, matury i po maturach. Ale jak wiadomo, życie kształci. A więc matury też. Oto, co wyniosłam z tychże:
1. Dowody osobiste znalazły nowe zastosowanie użycia - mianowicie do rozcinania zalepiajek z arkuszy. Są idealne i bardzo poręczne. W przyszłości spróbuję swoim dowodem otwierać koperty.
2. Dowody osobiste mają również zastosowanie jako karty do gry, w "wojnę" na przykład. Wygrywa ten dowód, który ma wpisaną większą liczbę w rubryce "wzrost". Przetestowane przez Duczka i Olę.
3. Jeśli w bułce zaoferowanej przez szkołę dla głodnych maturzystów jest majonez, to na pewno wycieknie. I na pewno na którąś z części odświętnego ubrania.
4. Jeśli codziennie chodząc po jakichś schodach masz świadomość, że z nich spadniesz, ale mimo wielkiego tłoku, pchających się ludzi, zbiegania lub wbiegania po nich w stresie, a nawet w bieganiu po nich w butach obcasowych z nich nie spadasz, możesz mieć pewność, że spadniesz wtedy, kiedy będziesz mieć ostatnią (lub jedną z ostatnich, bo to nigdy nic nie wiadomo) możliwości spadnięcia. I to oczywiście wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewasz i najmniej tego pragniesz. A potem siedzisz na maturze z rozbitym kolanem.
5. Jeśli rzadko kiedy masz styczność z Pancią, to możesz mieć pewność, że wyskoczy ona niczym Filip z konopii i wskoczy prosto w komisję pilnującą na maturze. A potem będzie myliła czas, udzielała dziwnych rad i ogólnie przeszkadzała w całej maturze.
6. Nie należy uczyć się w nocy i zbyt dużo. Skutkiem są dziwne sny...
7. Przed pisemną z angielskiego trzeba dotrzeć do BBC i posłuchać pana od prognozy pogody.
8. Kiedy myślisz, że w białej bluzce, spódnicy i marynarce będzie ci ciepło, pomyśl, że zawsze możesz się mylić.
9. Im większe zamieszanie wywołać na ustnej z polskiego, tym więcej punktów można otrzymać.
I jak na razie to chyba byłoby na tyle. ;) Jakby pomyśleć, to z matur wyniosłam jeszcze więcej! ;)
I już dość o maturach, Dorek już je zakończył. Uczcił to piątkowymi zakupami, bardzo owocnymi zresztą (choćby w najcudowniejszą zieloniuteńką sukienkę :] ). Jazdę na rowerze reaktywował, co było nie lada wyczynem ;) Nastąpiła także zmiana myślenia w dorkowym umyśle, co chyba wyjdzie mu tylko i wyłącznie na dobre! :]
A teraz, proszę Państwa: najwspanialsze i najdłuższe z możliwych wakacje, bo aż do października (i oby tylko do października...), ogniska, imprezy, Kraków, odpoczynek, śmiech, czas na przeczytanie książek, które nie są lekturami, WOLNOŚĆ. A także (oby): góry, Woodstock, wizyta u Agraffki, moje upragnione wielkie wędrowanie, albo choćby małe wędrowanie...
Cudnie! :]
PS.
Szukam pracy... :>
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [14]
Nastąpiła krótka przerwa spowodowana nauką historii na czwartkowy egzamin... (ależ ten czas ucieka!)
Relacji z matury z angielskiego nie będzie, wspomnę tu jedynie o zabójczo śmiechowym pianinku ogłaszającym, kiedy jest czas na zapoznanie się po cichu z zadaniem, a kiedy trzeba będzie słuchać (dwa różne, ale równie śmiechowe dźwięki). :] I jeszcze panu od pogody z kluskami w twarzy... (w momencie tego jego niezrozumiałego dla przeciętnego śmiertelnika monologu przypomniała mi się scena z "Misia", kiedy to pani na lotnisku informująca przez mikrofon o przylotach, odlotach itd., zanim zaczęła mówić po angielsku, włożyła do buzi wielką kluskę, po czym dopiero zaczęła bełkotać..., tego naszego pana od pogody było słychać identycznie...)
Aha, dzięki maturom wynaleźliśmy nową funkcję dowodów osobistych. Idealnie nadają się do rozcinania naklejek, którymi opieczętowane są arkusze z zadaniami. :P
Skończył się polski, skończył się angielski, a więc cały piękny wolny czas został na naukę historii. Skutek jest taki, że dziś w nocy zostałam zabita przez Abrahama Lincolna, po czym leżałam w przezroczystej trumnie, tuż obok Lenina i Stalina...
Ciekawe, co wyśnię dziś? Aż się boję położyć i zamknąć oczy... :P
Ja zdecydowanie chcę już koniec całej tej matury!!!
Na koniec, jak u Helgi już tak dialogowo, to i u mnie coś będzie:
Dorek (22:14)
no ja też, ale już nawet nie mam siły się uczyć :/
Buła (22:15)
ja juz tez....jutro tylko 2 wojne przerobie i koniec...
Buła (22:15)
bo juz nie mam siły...ale pewnie bedzie trudniejsze sadzac po matmie :/
Dorek (22:15)
ja w nocy będę to przerabiać :P
Buła (22:15)
no ja na dzisijesza to mam 1 zosatwaiona :P
Ehhh... Maturzystki...
Tak, a ta notka miała wionąć optymizmem...
Optymizm to jest, w myślach o tym, jak cudownie będzie odpoczywać od piątku. ;)
PS. Jesteśmy w "Gazecie Wyborczej" :D
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [4]
No i stało się. Pisemny polski zakończony. Było hmmm... ciekawie :> Nie mówię o tekście o szympansach, czy Tarzanie, ale o samej pisemnej pracy. Otwieramy te kartki, a tam... "Potop"! Nieee... Temat drugi... "Kordian" i "Nie-Boska komedia"!!! Nie, nie, nieeee...! Ale pisać trzeba...
Jako podsumowanie, słowa Mikołaja dumnego z siebie i nas wszystkich:"To duża sztuka pisać na temat, o którym nie ma się w ogóle pojęcia!" :]
Jak się dowiedziałam, cała szkoła wprawiała się w tej sztuce...
Poziom rozszerzony poszedł lepiej, pojawił się pożądany przeze mnie Różewicz. :) Aż mi miejsca do pisania zabrakło... Ale pisanie pisaniem, a co utrafiłam w konspekt, to już inna sprawa...
No cóż, wyniki w czerwcu... Zapowiada się wielkie oczekiwanie.
Na zakończenie owej relacji cytat z Oli zwanej Apaczem:"Ja się utopię w tym Potopie!"
Tak oto "Fuckin` matura" part 3 zakończona.
Dziękujemy.
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [13]
I pierwsza wiosenna burza za nami... Kocham stać w otwartym oknie, patrzeć na strugi deszczu i słuchać ich szumu, podziwiać błyskawice, wdychać zapach mokrego powietrza, słuchać gniewnych pomruków z oddali, z wysokości nieba...
I stałam tak także dzisiaj. Przed chwilą. W pewnym momencie przyłapałam się na tym, że trwam tak z głupim uśmiechem na twarzy. Bo takie chwile jak te są dla mnie jednymi z najszczęśliwszych...
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [5]
W ramach serii OO czyli "Osobliwe Obiadki" (zainteresowanych zapraszam do Helgi: http://annuszka-rozlala-olej.blog.pl/archiwum/index.php?nid=9268126 ) zaprezentuję dziś mój obaidek. Pożywiam(łam) się właśnie:
- zupką z proszku grochowa z grzankami 3 minuty... zupka po zalaniu wydała z siebie dziwny dźwięk, po czym wydaliła na powierzchnię 10 tycich grzaneczek. raczyła mnie także poparzyć. smakowała dziwnie, więc powiedziałam dziękuję i wylałam do zlewu...
- ziemniaczkami z proszku z grzankami i cebulką. te przynajmniej cebulką faktycznie pachniały
- sałatką, którą łaskawie zostawił mi wczoraj mój ukochany tatek. składa się ona z zielonej sałaty, czegoś białego i boczniaków - chyba najbardziej znienawidzonych przeze mnie grzybów...
- domowym winkiem, które nieopatrznie wpadło mi w ręce
:]
I kto mi powie, że niekonwencjonalne obiadki nie są najlepsze? :>
Tak, tak, bo ja właśnie siedzę od wczoraj sama w domku i jakoś nie chciało mi się gotować. :]
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [8]
Tak w ogóle, to pierwszy raz wklejałam zdjęcia na bloga i wyszły od razu :]
Aha, jestem już też po ustnym angielskim, czyli Wielka Improwizacja - ustne matury zakończone. Uffff... :] Angielski to głównie zadania i przede wszystkim obrazki z KOSMOSU (nie sugerować się pewną anglistką z mojej szkoły :P ). Ale przetrwałam to, to przetrwam i pisemne! Chyba...
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [22]
Caaaały dzień nauki do matury. Trzeba w końcu odreagować, a to skutki odreagowywania oraz zakupów z Helgą:


A to podniebne trampki Helgi:

I podniebne trampki moje:

Prawda, że mam piękne trampeczki? :>
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [2]