Z ogromnej wdzięczności za to, iż zostanę w przyszłości świadkową na jakże przecudnym ślubie zacnej pary Pani i Pana Mecenasowych:

(bo skromne komentarze pod notką w mych niskich progach czy u Pani Mecenasowej Annuszce Śliwce Heldze nie wystarczają, by wyrazić mą przeogromną radość!)
;)
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [4]
Piątek:
Zmusiłyśmy z Martą podstępnie Agatę i poszłyśmy do Hormona - wszystkie 4, bo jeszcze z Krakowską Kuzynką. Miło było, pogadało się przy piwku, pokapało woskiem ze świeczki, pośmiało się (Chińczyk, co robił zdjęcia, panowie w białych koszulach, dziwni faceci itp. historie...), trochę potańczyło. No i przede wszystkim posłuchało się o Krakowie... Dlaczego ja tam nie mieszkam? No, ale na ferie zimowe jedziemy tam z Martą koniecznie! Bo jest wróżka, co wróży za darmo. ;)
W drodze powrotnej nocnym, co się spóźnił zostałam rozpoznana przez kogoś, w skutek czego musiałam pilnować, żeby nie przegapił przystanku (nawet pamiętał, gdzie wysiadam z nocnego :P). Nie mogę sobie przypomnieć skąd go znam (oczywiście poza nocami, kiedy zdarza nam się wracać tym samym autobusem :P), może ze szkoły? Ten świat taki mały.
I dostałam smsa od Romana Giertycha! :P
Sobota:
Miała być Babeczkowa Noc na działce, grill, wino... I nie wyszło. Abuuuu... Heldze życzymy szybkiego wyzdrowienia Jej Cierpiącego Ucha! Ale my i tak swoje wiemy! Dobrze wiemy, że kroczyłaś dziś po ślubnym kobiercu ze swym Mecenasem Boskim Mareczkiem! Widziałyśmy ślubną bryczkę pod Twoim domem i to jest fakt i nie wymigasz się już! Ha! Ale żeby nas nie zaprosić, no wiesz... To co, że Sylwia zapomniała Ci przez ponad pół roku oddać pucharki do lodów, a ja trzymam płyty, to Cię wcale nie upoważnia do nie zapraszania nas na własny ślub! ;P
A więc noc nie wyszła, ale za to dzień spędziłyśmy ciekawie, bo urządziłyśmy sobie maraton filmowy. 6-godzinny... Ale tylko dlatego, że np. taki "Dziennik Bridget Jones. W pogoni za rozumem" włączałyśmy chyba z 6 razy :P No i ten quiz... Dołączony do filmu i brzmiący nieco dziwnie. Ryczałyśmy ze śmiechu...
Też pytanie!

Zdecydowanie C ;)

No i po wielu, wielu pytaniach wyszedł nam...

Ah!
:P
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [3]
Sylwina: "Ja się na wszystko zgadzam :) Nawet na wino grzane z ogniska :D"
...czyli niecierpliwie czekamy na sobotę!
PS.
Swoją drogą to ciekawe, jak zrobić grzane wino w ognisku? (zakładając, że się nie jest szczęśliwym posiadaczem menażek i tym podobnych wynalazków)
PS. 2
A Halama pobił się ostatnio z Kogutem oraz szukał Niedźwiedzia na bramkę w dyskotece dla Kurczaków!
PS. 3
Dlaczego wszystko co spada i jest posmarowane tylko po jednej stronie zawsze, ale to zawsze spadnie i przyklei się właśnie tą posmarowaną stroną do podłogi?
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [0]
...a właściwie okolic - czyli z kartki wakacyjnej od Damiana: "...natomiast krowa mi dziś uciekła i pognała... ja wisiałem na łańcuchu :) ale spokojnie, żyję! Ja i krowa też :D "
I jest jeszcze rysunek, żeby było mi prościej wyobrazić sobie jak Damian powiewa na postronku za galopującą krową:

arcydzieło, nieprawdaż? ;>
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [3]
Nadal ogłuszam się Comą. A żeby nie myśleć o tym, co się stało, wspominam dobre chwile moich wakacji. A więc:
1. 14 lipca. "Noc ma moc!" czyli bardzo intrygująca noc iście babeczkowa u Sylwii (w myśl kota nie ma, myszy harcują, czyli że byłyśmy same w domu).
Wielkie dociekania, czymże jest ów czarny punkt pokazywany palcem...

Wielkie prasowanie...

Paluszek ochrzczony Zwiędniętym Penisem... (potem był za niego toast)

Nasze ulubione wino Tokaji. Z dodatkiem. Czekolada migdałowa i słony paluszek...

2. 26 lipca. Najpierw we wściekłym upale grillowaliśmy na Morelowym Wzgórzu ze Stelką i Damianem. Potem najedzeni ruszyliśmy w wielką podróż. Czyli w okolice Taniego Sklepu w jednej z dzielnic Szczecina, a potem już luksusowo (bo autkiem) prosto nad Szmaragdowe. Jak się okazało - było mniej prosto, a bardziej skomplikowanie. To szukaliśmy Oli Wu w jakiś zakazanych miejscach, to znów sklepu z jedzeniem. Był też rajd samochodowy przez piachy i doły (Ola Wu:"Damian, przyspiesz, rowerzyści nas wyprzedzają!")... Była Pani W Białym Staniku, co nas chciała postraszyć psem, były grupki Niewyżytych Mężczyzn Z Piwem, było wspinanie się nie wiadomo po co na górę, skoro jeziorko było w dole, był piach, kurz i pył i murzyńskie stopy, był prawie-zachód-słońca na Polanie Widok, było wielkie błądzenie (bo my to mamy talent!) i woda mineralna w Grocie, bo tylko na to już nas było stać. I pełno śmiechu!

3. 28-29 lipca. Przystanek Woodstock. A właściwie to 27-30 lipca, bo tyle tam byliśmy. Faaaaaajnie było, no. Ludzi się trochę spotkało, trochę nowych poznało. Jako dwie rude miałyśmy z Martą powodzenie heheh... I autkiem byliśmy, więc tym razem nic mi nie zginęło :P Jeszcze w czasie podróży, kiedy zatrzymaliśmy się w jakiejś wiosce, zadziwiłyśmy z Martą sprzedawczynię w "Żabce" i jakiś Wsiowych Chłopców (oj ich miny były warte uwiecznienia!), ale może nie napiszę, dlaczemu :P Dzięki temu, że mieliśmy autko, mieliśmy też muzykę, jeszcze zanim zaczęło grać ze sceny. Muzyka zwabiała różne ciekawe osobniki. Ciekawie było, nie powiem ;) Nowością była kąpiel błotna. W końcu kiedyś trzeba spróbować. Poszliśmy całą grupką, ale nie wszyscy dali się namówić. Zabawa genialna była, ale Dredziara nas potem wyklinała, bo miała straszny problem z domyciem swoich dredów... Upsss... Ale warto było, choć piach całkowicie udało się z siebie zmyć dopiero po powrocie - w wannie... Ale oprócz ludzi była jeszcze muzyka. Świetne koncerty! Naprawdę, wybawiłam się i wytańczyłam na nich chyba za wszystkie czasy. No i ten najpiękniejszy - koncert Comy, o którym juz pisałam... I tylko Harre Kryśka (Krysznowcy ;) ) mieli jakąś biedną tą swoją wioskę w tym roku... (chaotyczne te moje myśli i zapiski... ale trudno, ostatnio nie jestem w stanie pisać lepiej i dokładniej)
(zdjęcia niestety pochodzą z aparatu w telefonie, więc są słabej jakości...)
Jedzenie u Harrego i Kryśki. Nie wygląda apetycznie, ale jest smakowite. No i tanie. ;)

Po zażywaniu kąpieli błotnej...

To nasz środek transportu, źródło muzyki (do pewnego czasu, kiedy to rozładował się akumulator, bo go nie oszczędzaliśmy), sejf na wszystkie rzeczy, czasem służył też za przebieralnię... I tylko w nim nie spaliśmy.

Piękne, luksusowe i ekskluzywne toalety wykładane marmurami, z wielkimi kryształowymi lustrami i z miękkimi dywanikami, z różanym zapachem unoszącym się w środku... ;) (odkryliśmy, że te brązowe nie śmierdzą, w przeciwieństwie do niebieskich. choć kolor wybitnie mógłby zniechęcić ;P )

Droga przez woodstockowe pole. W tle, niestety prawie niewidoczna - scena.

I tyle wspomnień na razie. Wspomnienia z sierpnia znajdą się później. Bo tak i już. ;) To dobre wspomnienia. Odciągają od smutnych myśli...
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [3]
Słucham na nowo Comy. Pierwszy utwór z płyty - "Leszek Żukowski", a po policzkach płyną łzy... Nie mogę ich powstrzymać, za dużo uczuć we mnie... Przypominam sobie woodstockowy koncert Comy, z jaką siłą płynęły słowa ze sceny... Aż miałam gęsią skórkę. To taki koncert, że się go czuło każdą cząstką siebie. Niesamowity. Magiczny. I wszystko takie, że się wierzy w te słowa, nagle się ma tyle siły i wiary w siebie i w Dobre Anioły. W to, że w końcu będzie lepiej, będzie dobrze. Teraz siedzę w domu, daleko od tamtego koncertu. Słucham tej samej muzyki i płaczę. Bo wiary we mnie nie ma. Ogłuszam się tą muzyką, specjalnie, coraz głośniej, z nadzieją, że może tak wiara znów będzie. Taka jak na koncercie. Wsłuchuję się w słowa. Coraz mocniej skupiam się na nich. I wciąż płaczę. Ja już chyba nie mam sił, by ciągle walczyć z tym swoim głupim życiem, w którym ciągle się nie wiedzie. Same przeszkody, nic pozytywnego. Nic, co by mi było jakąś iskierką nadziei...
(a "Leszka Żukowskiego" na Woodstocku nie zagrali. i tylko tego żałowałam)
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [0]