W podzięce mechacimy dojrzałe śliwki! ;)
22:46:25, niedziela, 27 sierpnia 2006

Z ogromnej wdzięczności za to, iż zostanę w przyszłości świadkową na jakże przecudnym ślubie zacnej pary Pani i Pana Mecenasowych:




(bo skromne komentarze pod notką w mych niskich progach czy u Pani Mecenasowej Annuszce Śliwce Heldze nie wystarczają, by wyrazić mą przeogromną radość!)

;)

stokrotkowo-nadmorska
komentarze [4]

"Aaaaaaajm camin ap soł ju beter get dis party started!"
00:41:51, niedziela, 27 sierpnia 2006

Piątek:
Zmusiłyśmy z Martą podstępnie Agatę i poszłyśmy do Hormona - wszystkie 4, bo jeszcze z Krakowską Kuzynką. Miło było, pogadało się przy piwku, pokapało woskiem ze świeczki, pośmiało się (Chińczyk, co robił zdjęcia, panowie w białych koszulach, dziwni faceci itp. historie...), trochę potańczyło. No i przede wszystkim posłuchało się o Krakowie... Dlaczego ja tam nie mieszkam? No, ale na ferie zimowe jedziemy tam z Martą koniecznie! Bo jest wróżka, co wróży za darmo. ;)
W drodze powrotnej nocnym, co się spóźnił zostałam rozpoznana przez kogoś, w skutek czego musiałam pilnować, żeby nie przegapił przystanku (nawet pamiętał, gdzie wysiadam z nocnego :P). Nie mogę sobie przypomnieć skąd go znam (oczywiście poza nocami, kiedy zdarza nam się wracać tym samym autobusem :P), może ze szkoły? Ten świat taki mały.
I dostałam smsa od Romana Giertycha! :P

Sobota:
Miała być Babeczkowa Noc na działce, grill, wino... I nie wyszło. Abuuuu... Heldze życzymy szybkiego wyzdrowienia Jej Cierpiącego Ucha! Ale my i tak swoje wiemy! Dobrze wiemy, że kroczyłaś dziś po ślubnym kobiercu ze swym Mecenasem Boskim Mareczkiem! Widziałyśmy ślubną bryczkę pod Twoim domem i to jest fakt i nie wymigasz się już! Ha! Ale żeby nas nie zaprosić, no wiesz... To co, że Sylwia zapomniała Ci przez ponad pół roku oddać pucharki do lodów, a ja trzymam płyty, to Cię wcale nie upoważnia do nie zapraszania nas na własny ślub! ;P
A więc noc nie wyszła, ale za to dzień spędziłyśmy ciekawie, bo urządziłyśmy sobie maraton filmowy. 6-godzinny... Ale tylko dlatego, że np. taki "Dziennik Bridget Jones. W pogoni za rozumem" włączałyśmy chyba z 6 razy :P No i ten quiz... Dołączony do filmu i brzmiący nieco dziwnie. Ryczałyśmy ze śmiechu...

Też pytanie!


Zdecydowanie C ;)


No i po wielu, wielu pytaniach wyszedł nam...


Ah!

:P

stokrotkowo-nadmorska
komentarze [3]

Ognicho!
01:00:02, czwartek, 24 sierpnia 2006

Sylwina: "Ja się na wszystko zgadzam :) Nawet na wino grzane z ogniska :D"

...czyli niecierpliwie czekamy na sobotę!

PS.
Swoją drogą to ciekawe, jak zrobić grzane wino w ognisku? (zakładając, że się nie jest szczęśliwym posiadaczem menażek i tym podobnych wynalazków)

PS. 2
A Halama pobił się ostatnio z Kogutem oraz szukał Niedźwiedzia na bramkę w dyskotece dla Kurczaków!

PS. 3
Dlaczego wszystko co spada i jest posmarowane tylko po jednej stronie zawsze, ale to zawsze spadnie i przyklei się właśnie tą posmarowaną stroną do podłogi?

stokrotkowo-nadmorska
komentarze [0]

Pozdrowienia z Lublina!
23:27:16, wtorek, 22 sierpnia 2006

...a właściwie okolic - czyli z kartki wakacyjnej od Damiana: "...natomiast krowa mi dziś uciekła i pognała... ja wisiałem na łańcuchu :) ale spokojnie, żyję! Ja i krowa też :D "

I jest jeszcze rysunek, żeby było mi prościej wyobrazić sobie jak Damian powiewa na postronku za galopującą krową:


arcydzieło, nieprawdaż? ;>

stokrotkowo-nadmorska
komentarze [3]

"niczego nie będzie żal, niczego nie będzie żal..."
23:30:43, środa, 16 sierpnia 2006

Nadal ogłuszam się Comą. A żeby nie myśleć o tym, co się stało, wspominam dobre chwile moich wakacji. A więc:

1. 14 lipca. "Noc ma moc!" czyli bardzo intrygująca noc iście babeczkowa u Sylwii (w myśl kota nie ma, myszy harcują, czyli że byłyśmy same w domu).

Wielkie dociekania, czymże jest ów czarny punkt pokazywany palcem...


Wielkie prasowanie...


Paluszek ochrzczony Zwiędniętym Penisem... (potem był za niego toast)


Nasze ulubione wino Tokaji. Z dodatkiem. Czekolada migdałowa i słony paluszek...


2. 26 lipca. Najpierw we wściekłym upale grillowaliśmy na Morelowym Wzgórzu ze Stelką i Damianem. Potem najedzeni ruszyliśmy w wielką podróż. Czyli w okolice Taniego Sklepu w jednej z dzielnic Szczecina, a potem już luksusowo (bo autkiem) prosto nad Szmaragdowe. Jak się okazało - było mniej prosto, a bardziej skomplikowanie. To szukaliśmy Oli Wu w jakiś zakazanych miejscach, to znów sklepu z jedzeniem. Był też rajd samochodowy przez piachy i doły (Ola Wu:"Damian, przyspiesz, rowerzyści nas wyprzedzają!")... Była Pani W Białym Staniku, co nas chciała postraszyć psem, były grupki Niewyżytych Mężczyzn Z Piwem, było wspinanie się nie wiadomo po co na górę, skoro jeziorko było w dole, był piach, kurz i pył i murzyńskie stopy, był prawie-zachód-słońca na Polanie Widok, było wielkie błądzenie (bo my to mamy talent!) i woda mineralna w Grocie, bo tylko na to już nas było stać. I pełno śmiechu!


3. 28-29 lipca. Przystanek Woodstock. A właściwie to 27-30 lipca, bo tyle tam byliśmy. Faaaaaajnie było, no. Ludzi się trochę spotkało, trochę nowych poznało. Jako dwie rude miałyśmy z Martą powodzenie heheh... I autkiem byliśmy, więc tym razem nic mi nie zginęło :P Jeszcze w czasie podróży, kiedy zatrzymaliśmy się w jakiejś wiosce, zadziwiłyśmy z Martą sprzedawczynię w "Żabce" i jakiś Wsiowych Chłopców (oj ich miny były warte uwiecznienia!), ale może nie napiszę, dlaczemu :P Dzięki temu, że mieliśmy autko, mieliśmy też muzykę, jeszcze zanim zaczęło grać ze sceny. Muzyka zwabiała różne ciekawe osobniki. Ciekawie było, nie powiem ;) Nowością była kąpiel błotna. W końcu kiedyś trzeba spróbować. Poszliśmy całą grupką, ale nie wszyscy dali się namówić. Zabawa genialna była, ale Dredziara nas potem wyklinała, bo miała straszny problem z domyciem swoich dredów... Upsss... Ale warto było, choć piach całkowicie udało się z siebie zmyć dopiero po powrocie - w wannie... Ale oprócz ludzi była jeszcze muzyka. Świetne koncerty! Naprawdę, wybawiłam się i wytańczyłam na nich chyba za wszystkie czasy. No i ten najpiękniejszy - koncert Comy, o którym juz pisałam... I tylko Harre Kryśka (Krysznowcy ;) ) mieli jakąś biedną tą swoją wioskę w tym roku... (chaotyczne te moje myśli i zapiski... ale trudno, ostatnio nie jestem w stanie pisać lepiej i dokładniej)
(zdjęcia niestety pochodzą z aparatu w telefonie, więc są słabej jakości...)

Jedzenie u Harrego i Kryśki. Nie wygląda apetycznie, ale jest smakowite. No i tanie. ;)


Po zażywaniu kąpieli błotnej...


To nasz środek transportu, źródło muzyki (do pewnego czasu, kiedy to rozładował się akumulator, bo go nie oszczędzaliśmy), sejf na wszystkie rzeczy, czasem służył też za przebieralnię... I tylko w nim nie spaliśmy.


Piękne, luksusowe i ekskluzywne toalety wykładane marmurami, z wielkimi kryształowymi lustrami i z miękkimi dywanikami, z różanym zapachem unoszącym się w środku... ;) (odkryliśmy, że te brązowe nie śmierdzą, w przeciwieństwie do niebieskich. choć kolor wybitnie mógłby zniechęcić ;P )


Droga przez woodstockowe pole. W tle, niestety prawie niewidoczna - scena.



I tyle wspomnień na razie. Wspomnienia z sierpnia znajdą się później. Bo tak i już. ;) To dobre wspomnienia. Odciągają od smutnych myśli...

stokrotkowo-nadmorska
komentarze [3]

"Ile jeszcze we mnie wiary, ile jeszcze we mnie samym sił, by dalej żyć w taki czas..."
21:50:04, piątek, 11 sierpnia 2006

Słucham na nowo Comy. Pierwszy utwór z płyty - "Leszek Żukowski", a po policzkach płyną łzy... Nie mogę ich powstrzymać, za dużo uczuć we mnie... Przypominam sobie woodstockowy koncert Comy, z jaką siłą płynęły słowa ze sceny... Aż miałam gęsią skórkę. To taki koncert, że się go czuło każdą cząstką siebie. Niesamowity. Magiczny. I wszystko takie, że się wierzy w te słowa, nagle się ma tyle siły i wiary w siebie i w Dobre Anioły. W to, że w końcu będzie lepiej, będzie dobrze. Teraz siedzę w domu, daleko od tamtego koncertu. Słucham tej samej muzyki i płaczę. Bo wiary we mnie nie ma. Ogłuszam się tą muzyką, specjalnie, coraz głośniej, z nadzieją, że może tak wiara znów będzie. Taka jak na koncercie. Wsłuchuję się w słowa. Coraz mocniej skupiam się na nich. I wciąż płaczę. Ja już chyba nie mam sił, by ciągle walczyć z tym swoim głupim życiem, w którym ciągle się nie wiedzie. Same przeszkody, nic pozytywnego. Nic, co by mi było jakąś iskierką nadziei...
(a "Leszka Żukowskiego" na Woodstocku nie zagrali. i tylko tego żałowałam)

stokrotkowo-nadmorska
komentarze [0]