Drugi dzień przerabiania jabłek. I oto jest - 15,6 kg papierówkowej paćki. Wygląda okropnie, a śmierdzi jak zwykły jabol. Ale poczekajcie, poczekajcie! :D Na razie w baniaku tylko ta breja, jeszcze bez wody, bez cukru i drożdży, ale wszystko w swoim czasie! Minutę po tym, jak wcisnęłam korek, usłyszałam takie nieśmiałe "bulg!", a potem następne, już odważniejsze. Teraz bulgocze w najlepsze, nawet powiedziałabym, że bezczelnie. Dobrze, dobrze, niech sobie bulgocze!
Muszę opracować inną drogę rowerową. Szkoda, bo ta jest dość fajna i spotkałam na niej Ciocię Basię z jej nowym-albo-już-nie-takim-nowym facetem (Ciocia Basia to moja nauczycielka z dawnych lat - tylko wtedy rozumiałam fizykę!). Ale droga moja ma też swoje minusy, np. sąsiada z obrzydliwym psem. Pies jest rasowy i cholernie drogi, ale wygląda jak lekko powiększony nietoperz. Obrzydliwy! No i zatrzymał się po środku strumyka (jedynym chyba, w którym jest jeszcze woda, mimo upałów!), który przejeżdżam zawsze lekko rozpędzona i z nogami do góry. Bardzo lubię tak chlapać na boki :) Ale ten upiorny Nietoperz chyba trochę ułomny jest, bo widząc nadjeżdżający rower i swojego pana, co do niego woła - co robi? Oczywiście stoi jak ten muł na samym środku i uniemożliwia jakikolwiek przejazd! No tak, ale było o tym, że muszę sobie zmienić trasę... I to właśnie przez psa! Jest sobie taki śliczny odcinek drogi z brzózkami. I na tym odcinku raz spotkałam psa. Ludzi nie było, pusto, tylko ten pies. Następnego dnia siedzi dokładnie w tym samym miejscu. Było jeszcze bardziej pusto. Przestraszył mnie, nie powiem. Nic nie robi, nie warczy, nie szczeka, tylko tak sobie siedzi i patrzy wielkimi oczami. A wygląda tak dziwnie i tajemniczo, jak psy ze strasznych bajek i filmów. Jest duży, cały czarny, tylko na "klacie" biały. I tak patrzy... No straszny jest! Każdego innego psa bym się nie bała, a ten jest strasznie niepokojący. Boję się tamtędy teraz sama jeździć...
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [2]
Na dworze okropnie gorąco od kilku dni. Kto to widział takie upały? Pamiętam, jak dawno temu byłam na kolonii we Włoszech. Tam dzień w dzień było po 30-33 stopnie, ale jakoś w ogóle nie było czuć tego gorąca. Klimat inny, u nas to jest strasznie uciążliwe. Znów nie spałam w nocy. Za dużo myśli i wszystkiego. No i ta wszechogarniająca duszność, jakby dom nocą oddawał ciepło pochłaniane w dzień. Jest gorąco 24 h na dobę.
Jedynie las mnie ratuje. Późnym popołudniem robi się chłodniej, a cień w lesie jest wybawieniem. Jeżdżę wtedy na rowerze. Oj tak, rower to jest dobra rzecz. Pozwala na chwilę zapomnieć o smutkach, oderwać się od domu. Lubię tak jechać przed siebie, czuć wiatr na twarzy, czuć się wolną od wszystkiego, co złe. Taka pozorna, krótka ucieczka.
Przez moje ręce przeszło dziś 1,5 wiadra papierówek. U Babeczki-Sylwii podobnie. Robimy nasze summer wine! Damian ostatnio na spacerze na tę wieść wypalił z radością: "Aaaa, jabol będzie?" Nie zna się, to będzie summer wine, a nie jakiś pospolity jabcok!
Jutro minie tydzień. A ja siedzę i wciąż tęsknię... I myślę, co by było gdybym poczekała jeszcze trochę. Dała jeszcze szansę. Może nie warto było tego tak kategorycznie ucinać? Może lepiej było dać odczuć mocno, że jak nie będzie poprawy, to koniec, ale dać więcej czasu na tę poprawę, niż dałam, a z tym końcem poczekać? Pewnie gdyby nie przyjął tego tak obojętnie ("skoro tak chcesz"), gdyby próbował zawalczyć, zgodziłabym się na drugą szansę, poczekałabym. Ale nie chciał, nie zawalczył, nie poprosił albo nawet nie powiedział stanowczo "spróbujmy"...
Z jednej książki:
"Chciałabym, żeby wziął mnie za rękę i poprowadził. Żeby się o mnie starał, żeby mu zależało... Tak! Chcę czuć, wiedzieć, że on bardzo mnie pragnie, że jestem dla niego najważniejsza! I niech mi to mówi, pisze! Nie chcę się niczego domyślać! Niech mnie kocha! A ja dam mu całą siebie taką, jaka dziś jestem - ciepła, czuła, tęskniąca."
A w domu wciąż jestem powietrzem...
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [1]
Randka. Muszę ładnie wyglądać. Dla niego! Ale nie mam się w co ubrać! Aaaa! Gorączkowe przeszukiwanie szafy. Wszystko jest nie takie - za małe, za duże, za smutne (przecież nie idę na pogrzeb!), nie pasuje do siebie. ...5 minut później - nadal nie mam się w co ubać! Może to? Przymierzę. Nie... Dobra, zrobię makijaż, może w międzyczasie najdzie mnie wena jakaś. ...makijaż gotowy, ale weny brak. No to jeszcze włosy wysuszę. ...czas nagli. Yhm, niech więc będzie to. Co prawda wolałabym czarną bluzkę, ale w końcu - nie idę na pogrzeb! Cholera, nie mam rajstop! Trudno, pójdę bez, najwyżej trochę zmarznę. Prfumy, gdzie są moje perfumy! Jeszcze tylko ostatnie zerknięcie w lustro. No, no, nawet nieźle jest. Aaaa, autobus mi zwieje, lecę!
...jakiś czas później:
- Może wstawajmy z tej ławki i przejdźmy się, bo trochę mi się zimno zrobiło...
- Bo żeś się ubrała!
- Powinieneś mi powiedzieć: "Dorotko kochana, jak ty ładnie dziś wyglądasz"! A nie "żeś się ubrała"...
(tonem pod tytułem "babo, nie pieprz tyle tylko chodźmy gdzieś") - No. Ładnie.
**********
Koniec smsa pierwszego: tęsknisz za mną?
Odpowiedź pierwsza, ani słowa o tęsknieniu.
Koniec smsa drugiego: ale tęsknisz za mną?
Odpowiedź druga, ani słowa o tęsknieniu.
Koniec smsa trzeciego: nie mówisz mi, że tęsknisz, bo wcale nie tęsknisz?
Odpowiedź trzecia: jestem ostatnio taki zmęczony, że nie mam na nic czasu ani sił.
**********
- Spotkamy się za dwa dni?
- Nie, pracuję.
- To za trzy?
- Nie, bo to, to i to. I jeszcze tamto muszę zrobić.
- A pójdziesz ze mną wieczorem na imprezę?
- Nie, bo następnego dnia mam na 7.00 do pracy.
- ...
**********
- Dziewczyno, tylko nie płacz. Nie mogę znieść, kiedy kobieta przy mnie płacze!
(i zamiast przytulić, siedzi obok, a ja całą sobą zmuszam się, żeby łzy wbrew prawom fizyki, wpadły tam, skąd wypadły)
**********
- Spotkajmy się chociaż na pół godziny.
(wkurzony) - Żeby przyjechać do Ciebie na pół godziny, to musiałbym się teraz wykąpać i przebrać - pół godziny, dojechać - kolejne 40 minut itd. I tak z pół godziny dla Ciebie zrobiłyby mi się 4, a tyle czasu to ja nie mam!
**********
(wkurzony) - Właśnie się dowiedziałem od ojca, że nigdzie nie wyjeżdżamy.
- O, to masz dwa dni wolne. Nie denerwuj się. Hmmm musisz wypocząć. To może wybierzemy się jutro na całodzienną wycieczkę gdzieś za miasto? Albo wpadnij do mnie i zrobimy sobie maraton filmowy :)
- Nie, bo jutro jadę załatwić to, to i to. I jeszcze zrobię siamto.
- Yyyy. Aha. Ale to nic, mogę pojechać z Tobą - pobędziemy trochę razem.
- Nie wiem, ile mi to zajmie.
- No to spotkajmy się po południu.
- Dobra.
...jakiś czas później:
- Nie zobaczymy się, bo muszę iść do pracy. Spotkamy się następnego dnia.
Następny dzień:
- Co tam? Ja maluję pokój.
- Malujesz? Przecież mieliśmy się spotkać.
- Nie mam czasu, maluję!
**********
- To koniec.
- Skoro tego chcesz, to niech tak będzie.
**********
Nie miałam nawet mu jak dać kamyka w kształcie serca, którego specjalnie poszukiwałam ostatnio na plaży. Dla niego. Żeby mu było miło.
Dobrze zrobiłam. Nikt by nie wytrzymał z pracoholikiem wyzbytym wszelkich uczuć, prawda? Dobrze zrobiłam, prawda? Prawda?
Samotnie...
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [7]
"Nieszczęście jest takie nieszczęśliwe, że człowiek czuje się jak zagubiony kot."
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [0]
Zawsze myślałam, że mam stalowy żołądek. Bo taki był, ale się zepsuł. Boli i krzyczy na mnie, że mu dałam dziś popalić. Próbuję go uspokoić herbatką z mięty z ogródka, ale jakoś niezbyt pomaga. To dlatego, że ostatnio mało jem i to raczej delikatnie. Do dzisiaj. Bo dzisiaj były 80-te urodziny Dziadka mego, a Babuszka jak to Babuszka - zaszalała w kuchni. A przy jej szaleństwach kulinarnych nawet nie trzeba jeść dużo. Wystarczy spróbować odrobinkę wszystkiego, a człowiek się czuje jak po Wigilii - tyle tego jest. No to teraz mam. Jutro post!
Urodziny przejawiły się tym, że dziadek zaśpiewał najgłośniej z nas wszystkich sam sobie sto lat i ujawnił kolejne wersje kilku swoich opowieści. Do tego dowiedzieliśmy się (ale to już nie od dziadka, tylko kuzyna), że w Niemczech mają teraz szał na jeże pigmejskie afrykańskie, które to hodują z uwielbieniem niemieckie nastolatki zamiast psów, kotów czy sztucznych tamagoczi. Mają takie fajne małe różowe łapki. Jeże, nie niemieckie nastolatki. Maleńkie jeżyki trzeba karmić samodzielnie, bo często mają wyrodne matki, które ich karmić nie chcą. A jeśli matka jest niewyrodna, to po nakarmieniu swojego jeżyka masuje mu brzuszek językiem (nie wiedziałam, że jeże niemowlęce mogą mieć kolkę tak jak ludzkie niemowlaki!). No więc jeśli taki niemiecki nastolatek trafił na jeżyka z hodowli wyrodnej matki, to sam go musi niemieckim palcem miźgać po brzuszku i odkolkowywać. Dżizas! Swoją drogą, jak byłam mała, to marzył mi się taki własny jeż. Nie wiem czemu, ale jeże zawsze wzbudzały we mnie pozytywne uczucia. Więc jak na Morelowym Wzgórzu zobaczyłyśmy z Babeczkami jeża, który w najlepsze podpijał mleko z kociej miski, to się ucieszyłam, bo ostatnio tych kolczaków nie widuje się za często. I nie szkodzi, że z otwartego pyszczka pociekło mu mleko, kiedy przerażony naszymi okrzykami zachwytu, zdrętwiał udając, że go nie ma :) (tak na marginesie, jak już mowa o marzeniach z dzieciństwa, to marzył mi się też mały biały domek z ogródkiem, ale koniecznie musiał mieć czerwony dach. Wszystkie domki na rysunkach robiłam zawsze z czerwonym dachem, nawet miałam specjalną kredkę do dachu o odpowiednim odcieniu czerwieni! Czy byłam nienormalnym dzieckiem?)
No dobrze, ja dalej piję miętową herbatkę, słucham nocnej muzyki w Trójce i zachwycam się filmem, który dziś widziałam - "Apartament". Cudny film, ale ja nie mogę takich ogladać, bo cały czas się denerwowałam, że film się skończy, a Piękna Helena Trojańska nie spotka się z Dżoszem Chorym Z Miłości. To naprawdę nie na moje nerwy! Hmmm brzmi jak telenowela peruwiańska i właściwie wiele podobnych filmów powstało. Ale ten był naprawdę dobry i wcale nie miało się pewności, że oni na pewno się spotkają. I muzyka dobrana. I Coldplay na sam koniec. Mniam :)
I już mi nie jest smutno. Na smutki dostałam od mamy ślicznego słonecznika w doniczce! A poza tym smutków już nie ma, bo wszystko się wyjaśniło, a ja jestem bogatsza w doświadczenia i chyba ostrożniejsza. I uboższa w kilka nieprzespanych nocy. Ale to nic, to nic, najważniejsze, że znów jest dobrze. No bo jakie byłoby to moje życie bez Was, Babeczki i Piotrek? Już wiem jakie - takie jak dziecko, które samotnie skacze w kolorowych kaloszach po kałużach - jest radość, ale nie ma jej z kim podzielić. Albo takie jak samotne zjedzenie ciągnącej się krówki, kiedy chciałoby się śmiać z tego, że nie można nic wyraźnie powiedzieć, ale nie ma się do kogo śmiać. Oj tak, tak, potrzebuję Was strasznie!
Wybaczcie za sentymenty, taka noc :)
Ale - nie licząc gorszych dni, jest pięknie. Jest pachnące słońcem zboże, ale i pachnący deszczem las. Jest Moryń, pola i ukwiecone łąki dookoła niego, jezioro. Jezioro, nieruchoma tafla wody, na której nieruchomo stoi łódeczka, a w niej rybak, również zupełnie nieruchomy, a dookoła nieruchome drzewa, bez odrobiny wiatru w koronach liści. I gdyby nie deszcz, który nagle niespodziewanie zaczyna padać, i lekko mąci wodę, można by pomyśleć, że patrzy się na ogromny obraz namalowany przez uduchowionego i zupełnie spokojnego malarza. A w tym wszystkim, po zewnętrznej stronie obrazu szalona dwulatka, a nawet nie do końca dwulatka, która nie potrafi usiedzieć spokojnie ani chwili. Jest też podróż w okolice Czaplinka. Mkniemy autkiem ile sił w kołach, w radiu tym razem muzyka przedpołudniowa od Manna sympatycznego i wszechogarniające poczucie wolności. A potem kolejne jezioro i łabędzie. Lekkie fale kołyszą białą łódeczką, a w niej ja, a we mnie radość dziecka. Niezliczone ilości bocianich gniazd z całymi bocianimi rodzinami. Dzikie ptaki drapieżne zataczające koła nad polami. I zachwyt, zachwyt, zachwyt. Że świat może być taki piękny!
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [2]
"Świat był ziarnem piasku, zapomnianym przez Boga...". To cytat z jednej książki. Dobry cytat. Myślę.
...
Rety, jakie to okropne, przeżyć coś jakby deżawi, ale z innymi ludźmi. Wszystko tak samo, tylko główne role inaczej obsadzone. Okropne, okropne, okropne.
I smutno.
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [6]
A wszystko dlatego, że ludzie nie umieją ze sobą rozmawiać. I słuchać.
stokrotkowo-nadmorska
komentarze [0]